„Trwali przyczajeni – szczuracy i ludzie – czekając, kto uczyni pierwszy krok ku furtce. Z nagła wiedźma wywinęła się ku krzakom i bluznęła w nie strugą rzygowin. Lecz nie była to osławiona podpalanka Goworki, tylko żywy ogień, wysnuty z dzikiej wiedźmiej magii i przelanej krwi. (…) Szczuracy miotali się rozpaczliwie, bo ogień zaczął opalać im sierść. Lecz gdziekolwiek się zwrócili, pożar był przed nimi i wokół nich. (…) Od wiedźmy i jej towarzyszy ogień trzymał się z daleka, jakby na razie nie miał zamiaru zwrócić się przeciwko magii, która go zrodziła. (…) Płomienie utworzyły wokół ścieżki falujący szpaler i w głębi widział ciemne kształty zwierzołaków. Kiedyś, gdy był jeszcze zasmarkanym dzieciakiem, chadzali ze stryjem topić szczury, jeśli się zanadto w matczynej piwnicy rozpleniły i wówczas wyglądało to podobnie. Oszalałe ze strachu rzucały się na ściany i na siebie nawzajem. (…) I tak tamtej nocy, kiedy płonęła gospoda Goworki, Twardokęska ocaliła jedynie ciemna, uroczna magia wiedźmy.”
„- Christobalu Hozewiczu - powiedziałem - udało mi się to wreszcie rozwiązać. Miał pan zupełną rację. Przestrzeń zaklęć rzeczywiście można zwinąć według każdej z czterech zmiennych.
Podniósł oczy. Musiałem mieć bardzo uszczęśliwioną minę, gdyż mruknął znacznie łagodniejszym tonem:
- Pozwoli pan rzucić okiem?
Podałem mu kartki, usiadł obok mnie i razem przeanalizowaliśmy wszystko od początku do końca, rozkoszując się dwoma niezwykle efektownymi przekształceniami, z których jedno podpowiedział mi on, a drugie znalazłem sam.
- Okazuje się, że mamy głowy na karku, Alejandro - powiedział Junta. - Umiemy artystycznie myśleć. Nie uważa pan?
- Uważam, że nie brak nam polotu - przyznałem szczerze.”
„U wszystkich ludzi, którzy dostatecznie długo kontaktują się ze Strefą, ulega zmianie zarówno genotyp jak i fenotyp. Czy ty wiesz, jakie dzieci rodzą się w rodzinach stalkerów, czy wiesz, co się dzieje z samymi stalkerami? Dlaczego? Gdzie czynnik mutagenny? W Strefie nie ma żadnej radiacji. Chemiczna struktura powietrza i gleby w Strefie, chociaż posiada pewną specyfikę, nie przedstawia od tej strony żadnego niebezpieczeństwa. Co mam robić w tych warunkach - uwierzyć w czary? W uroki?… ”
„- Przecież jest pan Śmiercią - zawołał Mort. - Zabija pan ludzi!
- JA? ZABIJAM? - Śmierć był wyraźnie urażony. - NA PEWNO NIE. LUDZIE BYWAJĄ ZABIJANI, ALE TO ICH PRYWATNA SPRAWA. JA WKRACZAM DOPIERO POTEM. PRZYZNASZ, ŻE ŚWIAT BYŁBY ZUPEŁNIE IDIOTYCZNY, GDYBY LUDZIE BYLI ZABIJANI I NIE UMIERALI. PRAWDA? ”
„- Czy byłoby, ehm, możliwe, żeby kobieta została, no wiesz, magiem? - spytała w końcu.
Simon wytrzeszczył oczy. Patrzyła na niego wyzywająco. Poczuł, jak zaciska mu się krtań. Próbował wymyślić zdanie, które nie zaczynałoby się od słowa: wykluczone. W końcu został zmuszony do pewnych ustępstw.
- Ciekaw-wa idea - rzekł. I wybuchnął śmiechem, zanim zdążył go przestrzec wyraz twarzy Esk. - Dość śmieszna - dodał. Ale wesołość ustąpiła wolno miejsca zdziwieniu. - Nigdy się nad tym nie zas-stana-wiałem.
- No więc jak? Mogą? - Tonem głosu Esk można by się ogolić.
- Oczywiście, że nie mogą. - Treatle odsunął kotarę prowadzącą do wnętrza wozu i wspiął się na kozioł. - To jasne, moje dziecko. Si-mon, wracaj do nauki.
Wyraz lekkiej paniki zajął swoje zwykłe miejsce na twarzy Simona. Gdy Treatle odbierał mu lejce, chłopak popatrzył błagalnie na Esk. Dziewczynka zignorowała go.
- Dlaczego nie? I co jest takie oczywiste?
(…)
- Zrozumiesz to wszystko, kiedy dorośniesz - powiedział. - To rzeczywiście zabawny pomysł i ładna gra słów. Żeński mag! Równie dobrze mogłabyś wymyślić męską czarownicę.”